Tłumaczenie

wtorek, 29 marca 2016

15.

Charlie:
Wiedziałem, że Charlotte to odważna dziewczyna, ale nie myślałem, że będzie próbowała namówić Sophie na ten wyjazd. Mimo to postanowiłem zrobić to co mi kazała. Nie wiedziałem co mogę zobaczyć wchodząc do pokoju Łucji, dlatego grzecznie zapukałem. 
- Proszę- usłyszałem po chwili i wszedłem do środka. 
Oboje leżeli na łóżku.
- Charlie?- zdziwili się.
- Jak widać. Mam ci przekazać, żebyś się spakowała- skierowałem słowa w stronę Łucji. 
Dziewczyna była zdziwiona.
- Jak to?
- Sam dokładnie nie wiem- wzruszyłem ramionami- Charlotte wparowała do pokoju i powiedziała, że nie będzie żyła w strachu i chcę jechać, kazała mi przyjść do ciebie i została z Sophie.
- Wiesz?- zapytała dziewczyna.
- Sophie mi powiedziała- oznajmiłem.
Widziałem, że Leo był zdziwiony. Pewnie chce wiedzieć...
- Okey. Pójdę do nich- powiedziała Łucja i wyszła.
Leo spojrzał na mnie zaciekawiony. 
- Nie mogę Leo- oznajmiłem- Obiecałem.
Chłopak westchnął rozczarowany. 
Łucja:
Sophie i Charlotte siedziały w pokoju Sophie. Sama nie byłam pewna co myśleć o tym wyjeździe. Bardzo chcę jechać,ale przecież Anglia i to wszystko...
- Charlotte jesteś tego pewna?- zaczęłam.
- Tak. Nie możemy ciągle się bać.
- To znaczy, że Sophie..?
- Tak. Ona też jedzie. Właśnie miałam zamiar iść się spakować. Ty nie idziesz?
- Pójdę.
- No to świetnie. Pójdziemy razem. Przyjdź do mnie jak skończysz- zwróciłam się do Sophie.
- Okey- powiedziała.
Wyszłyśmy na korytarz, udając się do swoich pokoi. W moim było pusto, co oznaczało, że chłopcy już go opuścili. Zabrałam się za pakowanie. W końcu mieliśmy wyjeżdżać za dwa dni. Jak znam życie miną one bardzo szybko.
Max:
Smuciło mnie to, że Charlotte nie ma dla mnie czasu. Dodatkowo za dwa dni pojedzie do Anglii i zostawi mnie samego, a za jakieś dwa tygodnie będę musiał wrócić do Polski, do pracy. Chciałbym ją mieć przy sobie, ale wiem, że to niemożliwe. Nie mogąc usiedzieć w miejscu postanowiłem sprawdzić czy dziewczyna jest u siebie. Na szczęście właśnie tak było. 
- Cześć skarbie- przytuliłem ją.
- Hej.
- I jak się czujesz?
- Już lepiej.
- To dobrze. Wreszcie pobędziemy trochę razem.
- Muszę się spakować.
- Pomogę ci, będzie szybciej, a później nie wypuszczę cię, aż do wyjazdu.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Kusząca propozycja. 
Otworzyłem jej szafę. Wiedziałem jakie są jej ulubione ubrania na każda okazję, więc łatwo mogłem się zorientować co ze sobą zabierze na te dwa dni. Uwinęliśmy się dość szybko. 
- I co teraz będziemy robić?- zapytała Charlotte, siadając na łóżku.
- Hmm.... Może kino? Park?
- Brzmi kusząco, ale jest problem.
- Jaki?
- Sophie niedługo tu przyjdzie.
- Nie możesz odwołać?
- Niestety...
- Jak zwykle- wymsknęło mi się.
- O co ci teraz chodzi?
- Nie masz dla mnie czasu- musiałem skończyć.
- Przepraszam. Po prostu Sophie teraz mnie potrzebuje- dziewczyna podeszła do mnie siadając okrakiem na moich kolanach.
- Wiem, ale...
- No dobra. Odwołam to- powiedziała i mnie przytuliła.
Dziewczyna zeszła z moich kolan.
- Ej, nie zostawiaj mnie- jęknąłem.
- Musze jakoś poinformować Sophie- posłała mi całusa w powietrzu i wyszła.
Sophie:
Kiedy kończyłam się pakować do mojego pokoju wparowała Charlotte.
- Już?- zdziwiłam się.
- Ee... tak- była zmieszana- Sophie.. bo ja... eee
- No wyduś to z siebie.
- Chciałabym wyjść z Maxem i..
- Rozumiem. Idź siostrzyczko. Ja już czuję się lepiej.
- Dziękuję!- dziewczyna mnie przytuliła- To ja lecę.
I wyszła... Cudownie, że jej się układa.
Max:
Po kilkunastu minutach Charlotte wróciła przebrana:
 
i najwyraźniej gotowa do wyjścia. 
- I jak?- stanęła przede mną- Idziemy?
Nie mogłem się na nią napatrzeć.
- Buzia skarbie- zaśmiała się.
Zmieszałem się.
- Idziemy- wstałem łapiąc ją za rękę.
- Sądzisz, że wychodząc razem nie zwrócimy uwagi?
- Sądzę, że możemy wyjść niespostrzeżenie. 
- Świetny pomysł. 
Wyszliśmy z pokoju. Korytarz był pusty. Ostrożnie zaczęliśmy schodzić ze schodów. Na dole ktoś był.
- To nam się nie uda- Charlotte szepnęła do mojego ucha.
- Zrobimy inaczej- odpowiedziałem- Ja wyjdę teraz, a ty za jakieś pięć minut. Będę na ciebie czekał ulicę dalej.
- Okey- odpowiedziała.
Charlotte skręciła w stronę kuchni, a ja wyszedłem z domu.
Charlotte:
W kuchni napotkałam mamę. 
- Hej mamuś.
- Słyszałam o pomyśle chłopaków- kobieta była zdenerwowana.
- Mamo..
- Nie Charl. Wiesz, że to zły pomysł. Nie powinnam wam pozwolić.
- Chyba nie zabronisz nam jechać? To nasz wybór.
- Ni zabronię- kobieta westchnęła- Ale i tak mi się to nie podoba.
- Mamo to miłe, że się martwisz, ale naprawdę sobie poradzimy- przytuliłam kobietę.
- Wiem skarbie.
- A tak w ogóle to wychodzę.
- Gdzie?
- Pobiegać- odpowiedziałam nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo wpadłam. 
- W tym stroju?- matka zmierzyła mnie wzrokiem.
- Eeee- kurde! Kompletnie zapomniałam o tym co mam na sobie.
- No córeczko. Co masz mi do powiedzenia?
- Ja chciałam...
- Idź- kobieta się zaśmiała.
Cała oblana rumieńcem opuściłam kuchnię, a później dom. Zajebiście- teraz to się już domyśli. 
Max:
Po 15 minutach Charlotte do mnie dołączyła. Była cała czerwona. 
- Co tak długo?
- Rozmawiałam z mamą.
- A te rumieńce na twarzy to skąd?- dotknąłem jej policzka.
- Trochę wpadłam, ale pogadamy o tym później.
- Okey. To gdzie najpierw idziemy:kino czy park? 
- Kino.
- No to chodźmy- splotłem nasze dłonie:
Sophie:
Zadzwoniłam do Damiana i opowiedziałam mu o koncercie. Był zdziwiony i trochę zdenerwowany, ale poparł Charlotte. Uważa, że łatwo się przełamać. Eh, oby mieli rację.
Leondre:
- Leo o czym myślisz?
- O Łucji-  wyznałem.
- Nieźle cię wzięło młody- Charlie wydawał się rozbawiony.
- Bawi cię to?
- Nie. No coś ty. Po prostu widzę jak się męczysz.
- Ale co ja na to mogę? Nic nie poradzę na to, że..
- Się zakochałeś?
- Ehh.. Chyba coś w tym jest- odpowiedziałem.
- Powinieneś jej o tym powiedzieć.
- To nie jest takie łatwe Charlie.
- Wiem, ale nie mogę patrzeć na ciebie w takim stanie, nie mówiąc już o tym, że niedługo koncert.
- Poradzę sobie.
- Jasne.
Wstałem z łóżka.
- Gdzie idziesz?
- Muszę się przewietrzyć.
Nie czekając na odpowiedź zszedłem na dół i opuściłem dom.
Łucja:
Gdy uporałam się z pakowaniem, postanowiłam sprawdzić co u dziewczyn. Od Sophie dowiedziałam się, że Charlotte wyszła z Maxem.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Po rozmowie z Damianem lepiej.
- To dobrze. Nie możesz się ciągle martwić na zapas.
- Wiem. Staram się.
- A z innej beczki to co sądzisz o związku Charlotte i Maxa?
- W sumie to jeszcze nie widziałam ich razem, ale i tak uważam, że są fajną parą.
- Mi też się to podoba. Mój brat i najlepsza przyjaciółka!
- A co z tobą i Leo?
- Pomiędzy mną, a Leo nic nie ma.
- Właśnie widzę. Spędzasz z nim więcej czasu niż z kimkolwiek innym.
- Lubię go, ale to tylko przyjaźń.
- Zobaczymy na jak długo. Nie jestem ślepa i wiem, że ona ci się podoba.
- No może trochę- wyznałam- ale i tak to nie ma znaczenia.
- Czemu?- zdziwiła się.
- Bo ja się mu nie podobam.
- Powinnaś z nim porozmawiać.
- Nie ma mowy. Zmieńmy temat. 
- Okey. Niech ci będzie.Jutro ostatni dzień tutaj.
- Tak. Moglibyśmy gdzieś razem wyjść. 
- W sumie to dobry pomysł. Może basen?
- Świetnie. Pogadamy o tym z resztą.
- Idziemy do chłopaków?
- Teraz?
- Tak. Chodź-  Sophie pociągnęła mnie w stronę drzwi.  
Po chwili byłyśmy już w pokoju Charliego. 
- Jesteś sam?- zdziwiłam się.
- Tak- zmieszał się- Leo wyszedł. 
- Mamy dla was propozycję- Sophie usiadła obok Charliego. 
- Jaką?- zaciekawił się. 
- Jutro ostatni dzień tutaj. Co ty na to, żebyśmy wszyscy razem wyszli na basen? Tak na dobry wyjazd. 
- W sumie czemu nie- wzruszył ramionami. 
- Super. Później powiemy reszcie. 
- Okey. A gdzie jest Charlotte? 
- Ma randkę- Sophie się zaśmiała. 
Charlie się uśmiechnął. 
- Fajnie. A z tobą okey? - zwrócił się do Sophie.
- Jak widać- dziewczyna wstała i okręciła się dookoła. 
Charlie dziwnie się na nią patrzył. Coś mi się tu nie podoba. 
- Idę na dół. Idziecie ze mną? - zapytałam.
- Jasne- zgodziła się Sophie.
- No to ja też pójdę- Charlie wstał i razem ruszyliśmy na dół.
..............................................................................................................................................
Hej misie. Jak po świętach? U mnie dobrze. Mam dla was rozdział. Jak wam się podoba?? Piszcie 💖💖
..............................................................................................................................................

czwartek, 24 marca 2016

14.

Max:
Znudzony siedziałem na łóżku, kiedy do mojego pokoju wbiegła Charlotte. Płakała. 
Charlotte:
Wybiegłam z pokoju Charliego. Wspomnienia uderzały o moją głowę. Emocje wzięły górę.  Zaczęłam płakać. Udałam się do pokoju Maxa. 
- Charlotte, co się stało?- usłyszałam głos chłopaka, gdy ten mnie zobaczył. 
- Max- podbiegłam do niego i go przytuliłam- Chłopaki chcą nas zabrać ze sobą na koncert- szlochałam.
- To źle?- zdziwił się.
- Chodzi o to, że ten koncert jest w Londynie! Wszystko do mnie wróciło, kiedy się tego dowiedziałam..- nadal płakałam.
- Nie płacz skarbie. Pamiętasz co sobie obiecałaś? Musisz być silna.
- Wiem, ale chyba nie potrafię.
- Potrafisz- chłopak przytulił mnie mocniej- Nie myśl o tym. Nie musisz jechać.
Charlie:
Bez pukania otworzyłem drzwi pokoju Sophie. Usłyszałem szloch.
- Chcesz porozmawiać?- zapytałem nie pewnie. Nie dostałem odpowiedzi, ale i tak podszedłem do łóżka. Dziewczyna płakała. 
- Dlaczego płaczesz?- zaniepokoiłem się.
- Ja..- zawahała się.
- Mi możesz zaufać.
- Okey, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz i, że nie będziesz tak jak wszyscy mnie obwiniał.
- Obiecuję. 
Dziewczyna usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła opowiadać. 
- Kiedyś mieszkałyśmy w Anglii, dokładnie w Londynie. Mieszkałam z tatą, mamą i Charlotte. Mój ojciec, on..- zadrżał jej głos- on był pijakiem. Bił mnie i Charlotte- teraz już płakała- Przez to byłam zamknięta w sobie, miałam problemy w szkole, nie byłam lubiana. Inni mnie wyśmiewali- złapałem ją za rękę, żeby dodać jej otuchy- Charlotte zawsze się za mną wstawiała, przez co sama miała problemy. Pewnego dnia szłam chodnikiem i zobaczyłam mojego ojca- był pijany. Zataczał się przy samej drodze i nagle on, on- zacięła się. Zaczekałem cierpliwie- on wpadł na ulicę i potrącił go samochód. Nie potrafiłam tam nawet podejść, byłam w szoku. Po chwili wszyscy zaczęli się schodzić. Przyjechała policja i pogotowie. On umarł na miejscu- opuściła głowę- Na drugi dzień, kiedy weszłam do szkoły wszyscy zaczęli szeptać i.. ktoś nazwał mnie morderczynią. Ktoś rozpuścił plotkę, że to ja go zabiłam rozumiesz?- płakała. Przytuliłem ją.
- Dasz radę mówić dalej?
- Tak- powiedziała- Było coraz gorzej. Charlotte mi pomagała i oni się na nią uwzięli, bili, atakowali, obrażali. Ona nie wytrzymała- chciała się zabić- Sophie była załamana- leżała w szpitalu, a ja nadal musiałam to znosić. W końcu odważyłam się i powiedziałam mamie. Od razu stwierdziła, że się wyprowadzamy. Od tamtej pory Charlotte postanowiła cieszyć się życiem i nie przejmować innymi, za to ja nadal nie mogę o tym zapomnieć.
- Ona też nie zapomniała- powiedziałem kiedy skończyła- Nie płacz, proszę.
- Rozumiesz teraz, dlaczego boimy się jechać?
- Rozumiem i nie mam ci tego za złe- przytuliłem ją mocno.
- Dziękuję Charlie.
Leondre:
Łucja leżała na łóżku, patrząc w sufit. Położyłem się obok niej. 
- Co się stało?- zacząłem.
- Mówiłam, że nie chcę o tym rozmawiać.
- Dlaczego?
- Jeżeli Sophie i Charlotte by chciały to by ci powiedziały- westchnęła.
- Okey, ale co jest z tobą? Dlaczego wyszłaś?
- Bo nie chciałam waszych ciągłych pytań. Nie powiem ci czegoś, co mnie nie dotyczy. To ich tajemnice, których nie zdradzę.
- No dobra. Za bardzo na ciebie naskoczyłem. Przepraszam.
- Nic się nie stało.   
- Czyli z koncertu nici?
- Sama nie wiem.. To bardziej zależy od dziewczyn, nie pojadę bez nich.
- Szkoda- powiedziałem.
Charlotte: 
- Pojadę- powiedziałam.
- Co?- zdziwił się.
- Masz rację, obiecałam coś sobie i się nie poddam. Pojadę tam i będę się świetnie bawić. Nic nie ma znaczenia- nie wiem skąd wzięła się moja determinacja, ale Max miał rację. Będę silna i nie będę niczego unikać.
- Jesteś pewna?
- Tal. Muszę porozmawiać z Leo i Charlim.
- Okey- westchnął- Ale później spędzisz w końcu ze mną trochę czasu.
- Jasne- pocałowałam go i wyszłam z pokoju. Pokoje chłopaków były puste, ale znalazłam Charliego u Sophie.
- Chcę jechać- oznajmiłam na wstępie.
- Charlotte ja wiem już o wszystkim i rozumiem- odezwał się Charlie.
Zmieszałam się i jednocześnie zdziwiłam. Sophie mu powiedziała....
- Mimo to chcę jechać. Obiecałam sobie coś i nie zamierzam się tym przejmować.
- Okey, ale..- wskazał na Sophie.
- Możecie jechać beze mnie- powiedziała Sophie.
- Właśnie, że nie! Ty też pojedziesz- powiedziałam- Tego już nie ma, musisz się przełamać
- Ale...
- Żadnych "ale". Charlie powiedz Łucji, że ma się spakować- chłopak nie wyglądał na pewnego, ale skinął głową i wyszedł.
- Lotte wiem, że chcesz dobrze, ale ja...
- Potrafisz tylko tego nie wiesz. Pojedziesz z nami i przestaniesz się smucić, zrozumiano?
Dziewczyna westchnęła.
- Niech ci będzie. Spróbuję.
- Jej!- przytuliłam ją.
..................................................................................................................................
Hej Kochani. Przepraszam was za tą długą nieobecność, ale musiałam sobie wszystko ogarnąć i postanowiłam, że na święta wrócę! I jestem z bardzo emocjonującym rozdziałem <3. Mam nadzieję, że po takim czasie dacie z siebie wszystko <3. Komentujcie myszki <3 <3
 ..................................................................................................................................