Tłumaczenie

poniedziałek, 29 lutego 2016

10.

Łucja:
Kiedy dotarliśmy na siłownię rozdzieliliśmy się, żeby móc się przebrać. Po pięciu minutach byłam gotowa:

 Leondre już na mnie czekał:


- Idziemy?
- Tak- kiwnęłam głową.
Weszliśmy na salę. Poczułam odór potu. O fuj- zmarszczyłam nos.
- Mówiłem, że nie będzie jak w bajce- Leo zaczął się śmiać.
- Dam radę. Nie martw się- pokazałam mu język. 
Chłopak przewrócił oczami i ruszył w stronę bieżni. Ruszyłam z tą samą stronę. 
- Będziesz teraz za mną chodzić?
- Tak- wyszczerzyłam się.
Weszłam na bieżnię i podkręciłam jej prędkość do odpowiedniej dla mnie. Leo chyba chciał się popisać, bo podkręcił swoją na duże stopnie. Chciało mi się śmiać. Chłopak ledwo wyrabiał i wiedziałam, że za chwilę nie wytrzyma.
- Może powinieneś zmniejszyć moc?- zasugerowałam.
- Nie. Tak jest okey- odparł.
Kłamał. Widziałam to w jego oczach. Mimo prób wybuchnęłam śmiechem.
- Co cię tak bawi?- Leo uniósł brew.
- Ty.
- Co we mnie jest takie zabawne?- nadal nie rozumiał.
- Twoje zachowanie.. i to -wskazałam na jego nogi.
Chłopak spojrzał na nie i z nieuwagi potknął się i spadł z bieżni.
- Auć..
Troszkę się wystraszyłam. Wyłączyłam sprzęt i uklękłam obok Leondre.
- Wszystko okey?
- To przez ciebie- wytknął na mnie placem.
- Nieprawda- oburzyłam się.
- Prawda. Zagadałaś mnie- oparł się na łokciach.
Przewróciłam oczami.
- Chodź. Pomogę ci- złapałam chłopaka za rękę i chciałam pomóc mu się podnieść, ale on pociągnął mnie za rękę i upadłam zatrzymując się na jego ciele.
- Leo- zarumieniłam się. Chciałam sturlać się z jego ciała, ale mi to nie wyszło, ponieważ chłopak przytrzymał mnie rękoma.
- Nie puszczę cię- puścił mi oczko.
- Wiesz, że to musi wyglądać dziwnie?
- Wiem. I co z tego?- zaśmiał się. 
- Dużo. Puść mnie. Proszę...- spojrzałam na niego błagalnie.
- No dobra- zrezygnował, zabierając ręce z mojej talii.
Zsunęłam się na bok i wstałam otrzepując ubranie. 
- Pomóż mi- Leo wyciągnął do mnie rękę.
- Nie. Teraz radź sobie sam- wytknęłam mu język i udałam się w stronę rowerków. Po chwili Leo mnie dogonił. 
- Nieładnie mnie tak zostawiać- wydął policzki.
- A ładnie mnie tak wywracać?- uniosłam brwi.
- Ja mogę- oznajmił.
- Nie w tym życiu- odparłam.
Kiedy znudziły nam się ćwiczenia postanowiliśmy wrócić. Gdy tylko weszłam do domu skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam piżamę:
Leondre:
Poranek był wyjątkowo ciepły. Postawiłem na luźny ubiór:
Zszedłem na dół. W kuchni spotkałem Charlotte.
- Cześć- przywitałem się.
- O hej- uśmiechnęła się.
Ona też postawiła na coś luźnego:
- Chcesz herbaty?- zapytała.
- Tak- odpowiedziałem.
- Okey.
- Co u ciebie?- zapytałem po chwili milczenia.
- Chyba dobrze- odpowiedziała siadając naprzeciwko mnie i podając mi herbatę.
- Co oznacza to chyba?- zdziwiłem się.
Charlotte zachowywała się jakos dziwnie. Nie znałem jej z tej strony. Od początku myślałem, że ona wciąż się uśmiecha i rozbawia wszystkich dookoła, a teraz była smutna.
- Nieważne- zbyła mnie.
Nie chciałem wyjść na wścibskiego, więc zostawiłem ten temat.
- Gdzie wczoraj byliście? W sensie ty i Łucja?
- Na siłowni.
- Ciągnie was do siebie.
- Lubię z nią spędzać czas, mamy o czym rozmawiać, często się przy niej uśmiecham- rozmarzyłem się.
- Zakochałeś się- Charlotte wypogodniała.
- Nieprawda! Lubię Łucję, bo jest podobna do mnie i tyle.
- Ja też jestem- oburzyła się.
- Jednym się różnisz.
- Czym?- zdziwienie wkradło się na jej twarz- że nie jestem Łucją?- zaśmiała się.
- Nie. Ty jesteś blondynką- oznajmiłem ze śmiechem.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- Głupek- określiła.
- Dziękuję- posłałem jej całusa w powietrzu.
Nagle do kuchni wszedł Max. Charlotte bardzo się zmieszała i zdenerwowała. Od razu wstała od stołu.
- Miło się rozmawiało Leo, ale muszę już iść- oznajmiła i opuściła kuchnię. Czy ona go unika? Musze go o to zapytać.
- A jej co?- zacząłem.
- Długa historia- odparł.
On też był jakiś dziwny.
- Mamy czas. Możesz mówić.
- Po prostu zrobiłem coś głupiego. Straciłem ją- chłopak nerwowo przeczesał włosy.
- Nie rozumiem. Co zrobiłeś?
- Pocałowałem ją, a ona tego nie chciała.
Byłem w szoku. Max i Charlotte? Niemożliwe...
- Dlaczego z nią nie porozmawiasz?- spróbowałem mu doradzić.
- Jak mam to zrobić? Sam widzisz jak jest. Unika mnie jak ogień wody.
- Powinieneś postawić ją pod ścianą. Spróbować zmusić ją do rozmowy.
- Ale jak?- Max był załamany.
- Normalnie. Zrób tak, żeby nie miała jak ci uciec, rozumiesz?
- Chyba tak.
Sam nie byłem pewien tego co mówię. Leo daje rady? To dość dziwne. To mi zawsze doradzają...  Max ruszył na górę.
- Życz mi powodzenia- dodał po drodze.
- Powodzenia...
Sophie:  
 W końcu byłam szczęśliwa. Damian nie jest na mnie zły, przyzwyczajam się do pobytu tutaj. Może wszystko się jeszcze ułoży.
Usłyszałam pukanie do drzwi. 

- Proszę.
- Hej- w progu stanęła Łucja.
- No kto tu się pojawił?- podeszłam do niej i ją przytuliłam- Myślałam, że jesteś zbyt zajęta Leo, żeby czasem ze mną porozmawiać- dodałam.
- No coś ty. To prawda- spędzam z Leo dużo czasu, ale dla ciebie i Charlotte znajdę go jeszcze więcej- zaśmiała się i usiadła na moim łóżku. Zrobiłam to samo.
- To dobrze.
- Jak z Damianem?- zapytała.
- Jest dobrze. Zrozumiał, że się wygłupił z tymi zdjęciami.
- Ale się cieszę- dziewczyna rzuciła się na mnie- Według mnie jesteście najsłodszą parą na świecie- klasnęła w dłonie.              
 - Myślałam, że ty i Leo- odgryzłam się.  
- Ja i Leo nie jesteśmy parą   tylko przyjaciółmi- oburzyła się.- Zobaczymy jak długo- wytknęłam jej język. 
- Ale śmieszne- przewróciła oczami.
Charlotte:
W domu było cicho. Moim zdaniem zbyt cicho. Pokój Łucji był pusty, więc zajrzałam do Sophie. Znalazłam tam obie moje przyjaciółki.
- Hej- przywitałam się.
- Hej- odpowiedziały równocześnie.
- Nie przeszkadzam?- usiadłam obok nich.
 - Nie. Gadamy o głupotach.
- A jak z tobą?- zapytała Łucja.
- Tak sobie.
- A co z tobą jest nie tak?- zdziwiła się Sophie- O czym ja znowu nie wiem?
Posmutniałam, ale opowiedziałam o wszystkim Sophie od początku do końca. Dziewczyna przejęła się sytuacją.
- A wiecie co pomaga na takie chwile?- zapytała po chwili.
- Co?
- Muzyka- oznajmiła i wyciągnęła gitarę z za łóżka. Dziewczyna zaczęła grać. Po chwili zaczęłam, a Sophie i Łucja do mnie dołączyły:
 He said let's get out of this town
Drive out of the city
Away from the crowds
I thought heaven can't help me now
Nothing lasts forever
But this is gonna take me down
He's so tall, and handsome as hell
He's so bad but he does it so well
I can see the end as it begins my one condition is

Say you'll remember me
Standing in a nice dress, staring at the sun set babe
Red lips and rosy cheeks
Say you'll see me again even if it's just in your wildest dreams

Max:
Pokonałem schody i otworzyłem drzwi do pokoju Charlotte. Rozejrzałem się. Było pusto. Zamknąłem je z trzaskiem. Przechodząc obok pokoju Sophie usłyszałem głosy i muzykę. Między innymi była tam Charlotte, ale nie mogłem tak po prostu tam wejść, nie teraz. Oddaliłem się wracając do siebie.
Charlie:
Byłem u siebie, gdy przyszedł do mnie Leo, siadając przy biurku. Zaczęliśmy rozmawiać o naszym nadchodzącym koncercie charytatywnym. Uwielbiam takie imprezy. Nagle usłyszałem śpiew.
- Słyszysz?- upewniłem się.
- Ale co?- Leo uniósł brwi.
- Ktoś śpiewa- wstałem z łóżka i wyszedłem przed drzwi. Leo poszedł w moje ślady. Głosy dochodziły z pokoju Sophie. Podeszliśmy bliżej. Rzeczywiście, ktoś śpiewał, a mianowicie to nie jeden ktoś. Przez uchylone drzwi zauważyliśmy Charlotte, Sophie i Łucję. Wymieniliśmy z Leo porozumiewawcze spojrzenia.
- Myślisz o tym samym co ja?- zapytałem.
- Zdecydowanie- odparł.
....................................................................................................................................
Hej! Jak wam mija dzień. Ja skończyłam ferie i niestety czas na szkołę. Rozdział jako taki. Jak sądzicie? O czym pomyśleli Charlie i Leo?
....................................................................................................................................