Mama zebrała nas w salonie. Pierwsza jak zazwyczaj wbiegła Charlotte:
a zaraz po niej weszłam ja:
Zajęłyśmy miejsca przy stole. Mama miała poważną minę.
- O co chodzi?- zapytała wesoło Charlotte.
- Dziewczynki, nie wiem jak mam wam to powiedzieć...
- Najlepiej prosto z mostu- odparłam znudzona.
- Przeprowadzamy się.
- Jak to? Znowu? Gdzie tym razem?- krzyknęłam.
- Do Walii.
- Dlaczego?- mina Charlotte zmieniła się diametralnie.
- Dostałam tam pracę. Musimy wyjechać. Moja przyjaciółka już załatwiła nam, że możemy się u niej zatrzymać...
- Nie zgadzam się!- wrzasnęłam.
- Sophie... Zrozum..
- Nie i koniec! Nigdzie nie jadę!
- Dość!- matka wstała uderzając pięścią o stół- Nie obchodzą mnie wasze protesty. Spakujcie się. Jutro rano wyjeżdżamy.- A co z Łucją?
- Jeżeli porozmawiacie z jej bratem może jechać z nami.
- Zadzwonię do niej- Charlotte klasnęła w dłonie i pobiegła do swojego pokoju. Przewróciłam oczami- ona zawsze ulega.
- Mamo, dlaczego nam to znowu robisz?
- Sophie.. Dziecko wiem, że dasz radę się tam zaklimatyzować.
- Już kiedyś mieszkałyśmy w Anglii i wiesz, że nie chcemy wracać w tamte strony, ale mimo to chcesz nas wywieść do Walii.
- Spakuj się. Koniec rozmowy.
- A co z Damianem?
- Nie wiem, zastanowimy się nad tym.
- Nie chcę wyjeżdżać!
- Wiem, ale nie masz wyjścia.
- Jesteś okropna- wrzasnęłam i ze łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Szlochając rzuciłam się na łóżko. Dlaczego ona mi to robi? Załamana wzięłam telefon z szafki i wybrałam numer Damiana..
Charlotte:
Wbiegłam na górę i udałam się w stronę mojego pokoju. Wcale nie cieszyłam się z naszego wyjazdu, ale nie chciałam denerwować mamy, więc odpuściłam. I tak kłótnie z nią nic by nie dały. Położyłam się na łóżku i wykręciłam numer do Łucji. Po kilku sygnałach odebrała.
- Halo?- zaczęła zaspanym głosem.
- Obudziłam cię?
- Nie tylko tam sobie ziewam- odpowiedziała z sarkazmem.- To dobrze, bo muszę ci coś powiedzieć.
- Masz dziwny głos. To coś poważnego?
- Powiedziałabym, że nawet bardzo.
- Zaczynam się bać, ale mów.
- Przeprowadzamy się- wypaliłam jednym tchem.
- Jak to?- Łucja podniosła głos.
- Tak to. Mama ma nową pracę- smętnie spojrzałam w okno.
- Nie możecie mnie zostawić!
- Nie mamy zamiaru, ale jest problem.
- Nie rozumiem...
- Możesz jechać z nami, ale nie wiem kiedy wrócimy i czy w ogóle wrócimy, a dodatkowo potrzebujemy zgody twojego brata.
- Już nigdy mogę nie zobaczyć Maxa?
- Zawsze mogłabyś go odwiedzać. O ile wiem to on i tak spędza z tobą mało czasu.
- To prawda, ale nie wiem czy dam radę go przekonać.
- Mogłabym do ciebie przyjść i ci pomóc.
- A Sophie?
- Jest bardzo zła. Zamknęła się w pokoju, więc nie sądzę, żeby mi otworzyła.
- Biedna dziewczyna. Za ile u mnie będziesz?
- Za jakąś godzinę?
- Dobrze. Char powiedz mi jeszcze gdzie się przenosicie?
- Do Walii.
- Walii?
- Tak. Wiem, że to daleko, a dodatkowo sama wiesz ja nienawidzimy Wielkiej Brytanii, ale mama już postanowiła.
- Okey. Rozumiem. Spróbuj się pośpieszyć. Pa.
- Do zobaczenia.
Odłożyłam komórkę na stolik. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam odpowiedni zestaw ubrań:
i udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, a później założyłam ubrania. Zbiegłam na dół po schodach, zahaczając o pokój Sophie...
- Wychodzę- krzyknęłam zakładając buty. Mama wyjrzała z kuchni kiwając głową. Otworzyłam drzwi i poczułam ciepłe powietrze...
Sophie:
- Halo skarbie?- usłyszałam jego głos w słuchawce.
- Przyjdź do mnie, proszę- wychrypiałam.
- Ty płaczesz?- usłyszałam zaniepokojony głos.
- Tak.
- Co się stało?
- Nienawidzę mojej mamy. Chce nas wywieść do Walii!
- Dlaczego?- słyszałam napięcie w jego głosie.
- To co zwykle- praca.
- Nie może mi ciebie zabrać.
- Co my teraz zrobimy Damian?- szlochałam coraz głośniej.
- Damy radę- odparł nieprzekonany.
- Sam w to nie wierzysz. Proszę przyjdź do mnie. Nie chcę być tu sama.
- Zaraz będę- usłyszałam.
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
- Sophie?- usłyszałam ciche pukanie i głos Charlotte.
- Chcę zostać sama!- krzyknęłam.
- Chciałam tylko zapytać czy idziesz ze mną do Łucji?
- Nigdzie nie idę. Daj mi spokój.
Nie dostałam odpowiedzi, ale usłyszałam kroki, co oznaczało, że siostra dała sobie spokój.
Łucja:
Podekscytowana zbiegłam na dół.
- Max! Max! Max?!
Gdzie on się do cholery podziewa?
- Max!- wrzasnęłam na całe gardło.
Żadnej odpowiedzi. Wyszłam na taras prowadzący do ogródka.
- Max?
Usłyszałam chrapanie. Spojrzałam w tamtą stronę. Mój brat leżał na trawie i... spał? Zakradłam się do niego powoli i wskoczyłam mu na brzuch.
- Wstawaj braciszku- parsknęłam śmiechem, gdy zdezorientowany Max podskoczył i uderzył głową o kant huśtawki.
- Odbiło ci wariatko!?- chłopak zepchnął mnie ze swojego ciała.
- Nie. Po prostu chciałam się z ciebie pośmiać- zanosiłam się śmiechem.
- Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne..
- Nawet nie wiesz jak bardzo- nadal się śmiałam.
- Czego chcesz?
- Pogadać.
- Na jaki temat?
- Bardzo ważny.
- Mów.
- Chcę się przeprowadzić do Walii, razem z Charlotte, Sophie i ich mamą- wypaliłam jednym tchem.
- Że co?- chłopak wstał. Był zły..- Chyba jesteś głupia, jeżeli myślisz, że ci pozwolę.
- Braciszku, proszę... Wiem, że o dużo cię proszę, ale będzie tam ich mama, a ty i tak nie masz czasu, żeby się mną zajmować. Będziesz miał dużo czasu wolnego dla siebie.
- Ale ja lubię się tobą zajmować.
- Będę cię odwiedzała.
- To ja jestem twoim opiekunem.
- Wiem, ale przecież jesteś teraz w takim wieku, że chcesz poszaleć, a prze ze mnie nie możesz.
- Jakoś to wytrzymam- ruszyliśmy w stronę domu.
- Oj, Max. Proszęęęę. Chociaż na próbę. Będziemy rozmawiać przez skype. Zawsze będę mogła wrócić...
- Nie zgadzam się. Skończ ten temat- w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Otworzę. To pewnie Charlotte- klasnęłam w dłonie i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Charl- pisnęłam i przytuliłam przyjaciółkę- Musisz pogadać z Maxem.. Nie chcę mnie puścić- zrobiłam minę zbitego psa.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem i ruszyła w stronę mojego brata.
- Cześć Charlotte- chłopak zrobił śmieszną minę na powitanie.
Charlotte:
Na powitanie uśmiechnęłam się do brata Łucji.
- Ty!- wskazałam na niego palcem- Musisz się zgodzić- pisnęłam.
- Charlotte.. Wiesz, że to niemożliwe.
- Ale...
- Nie zgadzam się.
- A co gdybyś pojechał z nami? Na pewno znajdzie się jakieś miejsce- wypaliłam.- Tu mam pracę.
- Masz urlop. W tym czasie zdążysz przekonać się, że będę grzeczna- wyszczerzyła się Łucja.
Max:
Widziałem, że dziewczyną zależy. W sumie nie miałem nic do stracenia. Przecież Łucja w każdej chwili będzie mogła ze mną wrócić.
- Zgoda- uległem.
- Jej!- Charlotte i Łucja rzuciły się na mnie przewracając.
- Jesteście ciężkie- próbowałem je zrzucić.
- Dziękuję. Kocham cię- Łucja pomogła mi wstać i pocałowała.
- Idę się spakować.
- Tobie też to radzę- Charlotte uśmiechnęła się do mnie i pobiegła za Łucją. Uśmiechnąłem się pod nosem.
One są genialne. Zabrałem telefon ze stołu. Musiałem zadzwonić do Susan- matki Charlotte...
............................................................................................................................
Hej! Skarbeńki zapraszam do czytania i komentowania. Macie troszkę zdjęć. Mam nadzieję, że się wam to spodoba. I do następnego! :D
.............................................................................................................................




Hej, jak na początek jest dobrze, nawet bardzo dobrze, ale zamiast zdjęć radziłabym opisy, duuużo opisów. Bardziej działają na wyobraźnię i zgranie się z całością, bo wiesz, jak dasz zdjęcie to trudno jest sobie wyobrazić np. dany ciuch na danej postaci, bo jego wygląd jest tak jakby narzucony. Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńWiesz, mam już jednego bloga i chciałam zrobić tu coś nowego, bo tam robiłam opisy, ale jeżeli czytelnicy rzeczywiście będą woleli opisy, to na pewno to zmienię. Dziękuję za radę i też pozdrawiam :D
UsuńJejjj!! Kocham go <3 Jest świetny !!! Wreszcie doczekałam się bloga <3
OdpowiedzUsuńdawaj Kinia <3
OdpowiedzUsuń