Przed jedenastą byłam już gotowa:
Strój kąpielowy miałam już na sobie pod ubraniem. W holu spotkałam moich przyjaciół. Podobnie jak ja mieli stroje pod ubraniami.
- Idziemy?
- Tak.
Zeszliśmy po schodach, po koleji: Charlotte:
Max:
Łucja:Leondre:
Charlie:
I ja.
- Idziemy na basen!- Leondre krzyknął w stronę kuchni.
- Okey- odpowiedź dała jego mama.
Wyszliśmy na zewnątrz. Powietrze było ciepłe, choć była to już końcówka lata. Na basen dotarliśmy po 15 minutach. Zapłaciliśmy i weszliśmy do szatni, rozdzielając się z chłopakami. Przebrane weszłyśmy pod prysznic. Moje ciało0 oblała chłodna woda. Wzdrygnęłam się. Po chwili cała byłam przemoczona. Na basenie spotkałyśmy już: Leo, Charliego i Maxa:
(Od autorki: na zdjęciach są tylko przykładowe stroje kąpielowe. Pierwszy: Leo, drugi: Charlie, a ostatni: Max :D)
który od razu podszedł do Charlotte:
ciągnąc ją do wody. Łucja:i ja:
ruszyłyśmy w stronę wody. Nagle poczułam ciężkie ciało na sobie i wpadłam do wody. Spojrzałam na oprawcę. To był Charlie.
- Charlie!- krzyknęłam.
- Będzie ci cieplej- oznajmił.
- Głupek- uderzyłam go w ramię.
- Auć!- pomasował obolałe miejsce.
Zaśmiałam się i odpłynęłam w inną stronę. Charlie ruszył za mną.
Łucja:
Nurkowałam, gdy poczułam, że ktoś łapie mnie za biodra i wyciąga z wody. Odwróciłam się i zobaczyłam Leondre.
- Cześć księżniczko- przywitał mnie.
- Księżniczko?- zdziwiłam się.
- Każda Bambino jest moją księżniczką.
Zaśmiałam się. Byłam trochę rozczarowana.
- Pływamy?- zapytałam.
- Jasne- odpowiedział.
Płynęłam kraulem. Leo nie nadążał.
- Słabo ci to idzie- powiedziałam śmiejąc się.
- Średnio umiem pływać- przyznał się.
- Widzę właśnie. Pomogę ci- złapałam go za rękę.
- Okey. Mam nadzieję, że mnie nie utopisz.
- Pomyślę nad tym.
- Dziękuję.
Leo zaczął "płynąć". Choć próbowałam nie mogłam nie wybuchnąć śmiechem.
- Co?- zdziwił się.
- Nie rób tego więcej- znów zaczęłam się śmiać.
Pokazałam mu jak ułożyć ręce i nogi. Spróbował, ale od razu wpadł pod wodę. Pomogłam mu wypłynąć. Postanowiłam nie ryzykować i asekurować chłopaka. Czułam na rękach jego mięśnie.
- Lepiej?- zapytał.
- Co?- troszkę się zagapiłam.
- Jak mi idzie?
- Dobrze- powiedziałam. Czułam, że się czerwienię.
- Jestem, aż tak przystojny, że nie możesz się napatrzeć?- poruszył zabawnie brwiami.
- Chciałbyś- przewróciłam oczy.
- To bolało- stwierdził.
- Prawda zawsze boli- powiedziałam nie myśląc.
Leo posmutniał. Kurde nie chciałam, żeby tak to odebrał.
- Żartowałam. Nie smutaj- przytuliłam go. Jego mięśnie się napięły.
- Okey- odsunął mnie od siebie.
Leondre:
Odsunąłem się od Łucji, bo nie mogłem wytrzymać. Nienawidzę kiedy mnie przytula. Zawsze wtedy wariuje od środka. Czemu ona musi być taka piękna?
Charlotte:
Max zniknął mi z oczu. Obracałam się dookoła szukając go, kiedy nagle "coś" wciągnęło mnie pdo wodę.
- Max!- krzyknęłam, gdy się wynurzyliśmy.
- Słucham?
- To nie było zabawne- oburzyłam się.
- Oj nie gniewaj się- złapał mnie za ręce i pocałował.
- Nienawidzę cię.
- Kochasz mnie- przytulił mnie.
- Ehhh...- odsunęłam się od niego i zaczęłam płynąć.
Nagle poczułam oplatające moje ciało ręce. "Ktoś" podniósł mnie do góry i zaczął się kręcić.
- Max- westchnęłam.
- Tak?
- Puść mnie.
- No dobra.
Odstawił mnie do wody. Rozejrzałam się. W oddali zobaczyłam Leo i Łucję. Max chyba też to zobaczył, bo poczułam, że się zdenerwował.
- Max spokojnie- dotknęłam jego ramienia.
- Tak nie może być. Ten młody na za wiele sobie pozwala. Nie będzie się przystawiał do mojej siostry!- warknął.
- Oni nie robią nic złego- próbowałam ich bronić.
- Ja już sobie z nim pogadam- ruszył w ich stronę.
- Max do cholery!- krzyknęłam, ale on już był daleko.
Charlie:
Płynąłem za Sophie, ale w końcu ją zgubiłem. Zobaczyłem Charlotte. W sumie to dawno nie spędzałem z nią czasu. Korzystając z tego, że była sama podpłynąłem do niej od tyłu.
- Hej- przytuliłem się do jej pleców.
- Charlie- dziewczyna się zaśmiała.
- Tak mam na imię- wyszczerzyłem się.
- Wiem- odwróciła się do mnie przodem.
- Gdzie Max?- zapytałem.
Wskazała na miejsce gdzie stał jej chłopak, Leo i Łucja.
- Uuuu. Widzę, że grubo. Chyba mają problem.
- Możliwe- Charlotte najwyraźniej śmieszyła ta sytuacja.
- Nudzi mi się- zacząłem marudzić.
- Biedactwo.
- Mogę ponosić cię na baranach?
- Po co?- zdziwiła się.
- Bo lubię i wtedy przestanie mi się nudzić.
- Nie- oznajmiła.
- Dlaczego?
- Bo jeszcze coś sobie zrobimy.
- No dobra. Jak chcesz.
Wcale nie zamierzałem odpuścić. Złapałem dziewczynę pod biodra i bez trudu usadowiłem na moich plecach.
- Trzymaj się- nakazałem.
- Charlie- westchnęła po czym wykonała moje polecenie.
Max:
Zdenerwowało mnie, gdy zobaczyłem jak Leondre klei się do mojej siostry. Od razu tam podpłynąłem i odciągnąłem Łucję.
- Co ty robisz?- krzyknąłem na chłopaka.
- Ja..- był zdziwiony.
- O co ci znowu chodzi?- tym razem głos zabrała Łucja.
- Nie przystawiaj się do mojej siostry- wycedziłem przez zęby.
- Ale ja nic nie zrobiłem- próbował się bronić.
- Nie jestem ślepy, przecież widziałem!
- Max to ja go przytuliłam- powiedziała Łucja- To mój przyjaciel i mam do tego prawo.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz- skierowałem słowo do Łucji- A ty sobie uważaj!- teraz mówiłem do Leondre- Tylko spróbujesz ją skrzywdzić- powiedziałem, po czym odwróciłem się i odpłynąłem. Chciałem wrócić do Charlotte, ale zauważyłem, że ta świetnie się bawi z Charlim. Kurwa no! Tego już za wiele.
Charlotte:
Charlie w końcu pozwolił mi zejść z jego pleców. Nagle zobaczyłam Maxa. Rzucił się na Charlsa.
- Max! Co ty robisz!?- krzyknęłam i spróbowałam ich rozdzielić.
- Co cię napadło?- zapytał Charlie.
- Ty już dobrze wiesz o co chodzi! Nie będziesz zarywał do mojej dziewczyny!
Oniemiałam. Że co?
- Max to nieprawda!- w końcu udało mi się odciągnąć chłopaka.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi!- oznajmił Charlie.
- Właśnie- powiedziałam.
Byłam wściekła.
- Chodź Charlie. Musimy to opatrzyć- powiedziałam, po czym złapałam chłopaka za rękę, zostawiając Maxa samego.
Łucja:
Po akcji Maxa wcale nie chciało mi się już pływać. Leo był chyba tego samego zdania. Wyszliśmy z wody. Chcieliśmy iść się przebrać, gdy zobaczyliśmy Charliego i Charlotte. Chłopak był chyba ranny. W miarę możliwości pobiegliśmy do przyjaciół.
- Co się stało?- zapytał zmartwiony Leo.
- Max się stał- Charlotte była wyraźnie zła.
- Czemu ci to zrobił?- dotknęłam policzka Charliego.
- Był zazdrosny o Charlotte- powiedział.
- Usiądź- poprosiła Charlotte- pójdę po jakąś apteczkę.
Dziewczyna podeszła do jednego z ratowników, a po chwili wróciła z apteczką.
- Opatrzę cię- powiedziała po czym klęknęła przed Charlim. Po kilku minutach jego twarz wyglądała lepiej, choć ozdabiało ją kilka ran i plastrów.
- Chodźmy do domu- powiedział Leondre.
Chyba nikt już nie miał ochoty tu być, więc się zgodziliśmy. Musieliśmy jeszcze tylko znaleźć Sophie, czym się zajęłam. Na szczęście nie musiałam szukać długo. Opowiedziałam po krótce dziewczynie co się stało, po czym ruszyłyśmy do wyjścia.
Max:
Od razu po kłótni z Charlotte wyszedłem z basenu. Byłem na siebie zły. Super- dziś wieczorem moja dziewczyna wyjeżdża do Londynu, a my się nie odzywamy.. Po prostu świetnie. Gdy się osuszyłem i ubrałem opuściłem budynek. Na zewnątrz było chłodniej niż wcześniej. Szczelnie zapiąłem bluzę.
Charlotte:
Pilnowałam Charliego jak tylko mogłam. Czułam, że to moja wina. Po za tym nie chciałam pokłócić się z Maxem. Dodatkowo nie wiem czy do koncertu te rany się zagoją. Biedny Charlie.
Gdy w końcu dotarliśmy do domu postanowiliśmy naszykować się do wyjazdu. Weszłam pod prysznic, po chwili byłam już gotowa:
Na dole spotkałam Leo:
i Charliego:
- Gotowa?- zapytał Leo.
- Tak- uśmiechnęłam się.
- Za 2 godziny mamy samolot. Niedługo musimy się zbierać- poinformował mnie Charlie.
- Oki- posmutniałam na myśl, że jadę do Londynu, pokłócona z Maxem.
- Ej nie smutaj księżniczko- Leo i Charlie przytulili mnie. W tym momencie do kuchni wszedł Max. Spojrzał na nas smutno. ZAJEBIŚCIE!!
- Max- szepnęłam.
Chłopcy rozluźnili uścisk, a ja pobiegłam za chłopakiem, który już opuścił pomieszczenie. Po drodze minęłam Sophie:
i Łucję:
Na schodach dogoniłam Maxa.
- Max- zatrzymałam go.
- Wiem, że głupio zrobiłem Charlotte, nie musisz mi tego mówić.
- Nie miałam zamiaru- przytuliłam go.
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Powinnam być zła, ale nie mogę.
- Nie gniewasz się?- zdziwił się.
- Nie, ale musisz przeprosić Charliego.
- Wiem.
Zeszliśmy na dół, trzymając się za ręce.
- Charlie ja- zaczął Max.
Chłopak podszedł do mojego przyjaciela.
- Przepraszam. Głupio wyszło. Wybaczysz?
Charlie chyba się tego nie spodziewał.
- Tak. Nic się nie stało.
Podeszłam do nich, przerywając chwilową cisze.
- Przytulas- powiedziałam, po czym przytuliłam blondas i Maxa. Pozostała trójka dołączyła do nas.
- Yhm- usłyszeliśmy chrząknięcie- Nie chcę wam przeszkadzać, ale musimy jechać na lotnisko- powiedziała mama Leo. Zabraliśmy walizki i udaliśmy się na zewnątrz. Max chciał jechać z nami, więc pani Victoria postanowiła, że pojedziemy większym samochodem. Na lotnisko dotarliśmy po 20 minutach. Musieliśmy się śpieszyć by zdążyć na odprawę, więc udało mi się tylko przytulić Maxa. Odprawa trwała wyjątkowo długo. Po 30 minutach siedzieliśmy w samolocie czekając na lot.
....................................................................................................................................
Nie wiem jak wy, ale ja kocham ten rozdział!!! <3 <3. To chyba najlepszy jaki mi wyszedł. Co sądzicie? Nie złośćcie się na Maxa, on po prostu był zazdrosny :D . Czekam na wasze opinie <3.
....................................................................................................................................














Super @!
OdpowiedzUsuńGit majonez:) kiedy next??
OdpowiedzUsuń